2025.08.25 15:48
czy Babcia Katarzyna naprawdę istniała?
Kto czytał książkę "Babcia Katarzyna" ( https://lubimyczytac.pl/ksiazka/99307/babcia-katarzyna ) Anđelki Martić ( https://hr.wikipedia.org/wiki/An%C4%91elka_Marti%C4%87 ), ten pewnie zastanawiał się, czy tytułowa babcia Katarzyna naprawdę istniała - czy była to prawdziwa osoba, którą autorka spotkała w dzieciństwie i potem opisała w książce, czy tylko ją sobie wymyśliła. Ja myślę, że naprawdę istniała. Myślę tak, bo Anđelka Martić napisała też książę "Wiosna, mama i ja", i ta książka (taki zbiór opowiadań) jest jeszcze bardziej autobiograficzna niż "Babcia Katarzyna", i tam jest rozdział "Babka Mitra", w którym też jest opisana Babcia Katarzyna - tylko pod innym imieniem - i to zdarzenie z odprowadzeniem w zimowy wieczór z miasta do domu:
Przy mojej małej uliczce na przedmieściu stało zaledwie kilka domów, a właściwie domków ukrytych w niewielkich ogródkach, które zimą były puste 1 smutne. Żeby wydostać się z wąskiej, zabłoconej uliczki, każdy musiał wracać tą samą drogą, którą przyszedł. Dlatego nazywaliśmy ją ślepą ulicą.
Lubiłam moją uliczkę. Nasz dom znajdował się pod ostatnim numerem. Ilekroć zobaczyłam przed furtką ręczny wózek i tragarza, który pomagał nam w przeprowadzce do innej dzielnicy miasta, zawsze robiło mi się smutno. Ale wiedziałam : długo to nie potrwa i znów tu wrócimy. I tak też było. Domek należał do mojej ciotki, więc zawsze do niego wracaliśmy.
Przy tej samej ulicy, w pochylonej ze starości lepiance, mieszkała samotnie babka Mitra, która była postrachem wszystkich dzieci. Głowę, na krótkiej szyi, wtuloną miała w ramiona, zgarbione plecy, twarz pełną zmarszczek i obwiązaną czarną chustką, a nad dużymi, ostro zarysowanymi ustami — haczykowaty nos.
Baliśmy się jej wszyscy, choć nikt właściwie nie wiedział dlaczego. Wieczorem, kiedy z zaśmieconej łączki za naszym ogródkiem nie chciało nam się wracać do ciasnych izb, rozlegał się ostrzegawczy, przyciszony głos którejś z matek :
— Siedźcie tam sobie po ciemku! Ale gdy wyjdzie babka Mitra, nie wołajcie o pomoc!
Słysząc to, spoglądaliśmy ze strachem w małe okienko babki Mitry, zasłonięte ciemną płachtą, i jedno za drugim posłusznie wracaliśmy do domu. A kiedy dzieci w ciasnych mieszkaniach zanadto rozkrzyczały się i rozzuchwaliły, znowu odzywał się głos matki:
— Krzyczcie sobie, proszę bardzo. Niech was usłyszy babka Mitra!
Przed zaśnięciem także nie mogło się obyć bez babki Mitry. Tych, co dokazywali w łóżkach, mamy uspokajały słowami:
— Spij, bo babka Mitra zagląda przez okno!
To skutkowało i wreszcie robiło się cicho na naszej uliczce.
Ja też bałam się babki Mitry, chociaż mama nigdy mnie nią nie straszyła. Babka Mitra zakradała się do moich snów, jej krok towarzyszył mi w ciemności, jej twarz wyzierała ze wszystkich kątów pokoju, jej spojrzenie śledziło mnie przy pracy i nauce.
Nigdy nie słyszałam, żeby babka Mitra wyrządziła komukolwiek krzywdę, żeby krzyknęła na któreś dziecko, co więcej, nigdy nawet nie słyszałam jej głosu. Skoro tylko ukazała się we drzwiach swojej lepianki, gnani panicznym strachem uciekaliśmy na wszystkie strony. A ona patrzyła za nami w milczeniu. Gdybyśmy mieli odwagę spojrzeć jej wtedy w twarz, wiele by się wyjaśniło.
(...)
komentarze:
powrót na stronę główną
RSS